Aktualności,  Artykuły,  Wydarzenia

Świąteczny cud modlitwy/ nadesłane przez s. Rozalię

Drogi Księże Proboszczu

Chciałam podziękować za modlitwę i przy okazji podzielić się niezwykłym wydarzeniem, które Bóg dał mi przeżyć.
Dzisiaj doświadczyłam, jak wielka i zaskakująca jest Boża dobroć.
Wczoraj byłam prawie na granicy zniechęcenia i choroby. Od kilku tygodni tyfus i malaria zamiast ustawać nasiliły się u mnie, a brak sił dosłownie powalał mnie na ziemię. Niepokojące myśli chodziły mi po głowie. Martwiłam się, bo za kilka dni Boże Narodzenie dla dzieci z dekanatu, którego jestem organizatorką, a przewidywane są setki uczestniczących w tym dzieci. Konieczne są wielkie przygotowania, a ja nie miałam siły palcem ruszyć i czułam, że muszę to odwołać, że po prostu nie podołam. Nie miałam sił, czułam, że nie dam rady…
A tu na drugi dzień Bóg dał mi odpowiedź w sposób zaskakujący, którego się nie spodziewałam. Wysłał mi „zwiastunów” dobrej nowiny. Grupka małych dzieci przyszła rano na naszą misję z wioski oddalonej od Balengou ok.12 km. Dzieci nie przyszły po cukierki, ani po nic innego, jak tylko po to, by pomodlić się za mnie, abym powróciła do zdrowia. Powiedziały mi, że ich Katechetka, będąca równocześnie pielęgniarką, z którą konsultowałam się w sprawie nawrotu u mnie choroby, powiedziała im, że jestem chora. Dlatego, gdy poczęstowałam dzieci cukierkami, dając im jednocześnie do zrozumienia, by już sobie poszły, bo nie mam siły poświęcić im czasu, one jakby odgadły te moje myśli, mówiąc, że nie przyszły po cukierki, ale po to, by pomodlić się za Mnie. „Siostro chcemy, byś szybko powróciła do zdrowia”. Przyznaję, że bardzo mnie to poruszyło. Usiadłam z nimi i pozwoliłam ponieść się ich dziecięcej, szczerej modlitwie. W swojej prostocie modliły się za mnie do Maryi prosząc, aby wstawiała się za mną do Boga, by przywrócił mi zdrowie, bym mogła pracować między nimi. Trwało to chwilę. Łzy jak grochy spływały mi ze wzruszenia po policzkach. Po zakończeniu, żegnając się ze mną wydawały się być pewne mojego powrotu do zdrowia. Nie wątpiąc o bliskim spotkaniu dzieci, zapewniały, że na nie przyjdą.

Piszę to świadectwo, będąc już na nogach. czując w sobie siłę do podjęcia się tego zadania. Przyznaję, że bardziej niż leki, ta prosta, czuła ufność dzieci postawiła mnie na nogi.

Niech będzie uwielbiony Bóg w swojej dobroci, którą okazuje nam na różne sposoby swoja czułość i miłosierdzie w swoich stworzeniach, również przez małe dzieci.

Siostra Rozalia Oleniacz

EnglishFrenchGermanItalianPolish